FRANCJA 3

Reunion w kobiecym wydaniu:)

45 minut samolotem z Mauritiusa do Europy wydaje się niemożliwe? A jednak:) Odpowiedzią jest Reunion, francuska wyspa będąca departamentem zamorskim Francji. Jest 02 marca 08:50 rano. Już po odprawach czekam na samolot, który zabierze mnie do tego nowego i egzotycznie brzmiącego miejsca na mapie moich podróży. Robert był tu zawodowo kilka dni wcześniej i rozpływał się w zachwytach nad wyspą. Ja zaraz będę miała okazję sama ocenić, czy ma rację. Samolot opuszcza Mauritius i kilkadziesiąt minut później jestem już na chwilę w Europie:) Mam tutaj tylko dwa i pół dnia, aby zobaczyć jak najwięcej. Tak więc po odebraniu bagażu szybkim krokiem ruszam do wyjścia, aby jak najprędzej udać się do centrum stolicy wyspy – Saint Denis, gdzie wynajęłam hotel. Na lotnisku znajduję centrum informacji turystycznej, będące jednym z nielicznych miejsc, gdzie na wyspie mówi się w języku angielskim. Mieszkańcy posługują się w większości językiem francuskim i trudno tutaj dogadać się bez znajomości tego języka. Zaczerpnęłam informacje o interesujących mnie miejscach i chwilę później jadę ku nowemu…

Chatka w górach:)

Pierwsze wrażenie przy lądowaniu na Reunionie oraz po wyjściu z lotniska – piękna panorama na monumentalne góry… Pierwsze skojarzenie i porównanie: jak dla mnie – Madera, którą zwiedziłam kilka lat temu. Taki też był mój cel – zdobyć kilka punktów widokowych w tych górach i podziwiać górzyste krajobrazy, bo to jest to, co przyciąga na wyspę turystów. Po dotarciu do Saint Denis udałam się do hotelu, szybko zakwaterowałam i ruszyłam na rekonesans stolicy. Klimat uliczek i sklepów jest bardzo podobny do europejskiego. W porównaniu do Mauritiusa, Reunion jest bardziej rozwinięty. Na ulicach uwagę przyciągają kobiety – piękne i zadbane mulatki, ubrane z szykiem i elegancją, aż miło popatrzeć nawet kobiecie na taką kobietę:) Inne podobieństwo do Europy – strefa euro, co niestety sprawia, że jest jeszcze drożej, niż na Mauritiusie.

Spoglądając w ocean na promenadzie La Barachois

Choć na Reunionie największe atrakcje znajdują się w centrum wyspy, to w Saint Denis warto zobaczyć kilka miejsc. Wszystkie dostępne są w zasięgu spaceru. Ja swój rozpoczęłam od promenady La Barachois biegnącej nad Oceanem Indyjskim, podziwiając po drodze ogromne fale rozbijające się o wybrzeże. Dotarłam do punktu widokowego, gdzie znajdują się stare armaty, będące pamiątką dawnych czasów. Tuż obok jest restauracja i najstarszy na wyspie hotel. Wracając z wybrzeża do centrum, zajrzałam do katedry (większość mieszkańców wyspy to katolicy).

Lokalny koloryt:)

Ale to, co lubię najbardziej w odkrywanych przeze mnie nowych miejscach, to po prostu ludzie i życie lokalne. Idąc tym tropem dotarłam do Grand Marche – lokalnego bazaru, gdzie pokręciłam się w poszukiwaniu jakiejś fajnej pamiątki. A do wyboru to co i na Mauritiusie: ptak Dodo (który de facto nigdy tu nawet nie żył), ręczniki, torebki, wyroby z kokosa i inne pamiątki, które znałam już z Mauritiusa, więc byłam trochę rozczarowana. Fajnym natomiast miejscem okazał się targ owocowy (Petit Marche), gdzie sprzedawcy namawiali do kupna tropikalnych owoców. Tu mogłam „złapać” trochę lokalnego klimatu w obiektywie swojego aparatu:) Niedaleko targu owocowego jest przepiękna – kolorowa świątynia tamilska, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Koniecznie trzeba ją zobaczyć!

Świątynia Tamilska w St. Denis

Świątynia Tamilska w St. Denis

Chwilę wytchnienia od ogromnego upału miałam w Ogrodzie Botanicznym (Jardin de Etat), gdzie miło jest pospacerować i nacieszyć oczy zielenią. Ten dzień zakończyłam spacerem po Rue de Paris, ładnie zabudowanej kolonialną i kreolską architekturą. Ale jej boczne uliczki to też niezliczona ilość sklepów i butików w stylu europejskim, których to po ponad 4 miesiącach pracy, jak każda kobieta, byłam spragniona. Kolekcje europejskie z domieszką egzotyki i większy wybór niż na Mauritiusie. Zainspirowana urodą i modą kobiet mijanych na ulicy, zaszalałam trochę z zakupami… Wszak nie codziennie można sobie wyskoczyć na zakupy na Reunion!;)

W ogrodzie botanicznym w St. Denis

W ogrodzie botanicznym w St. Denis

Kolejnego dnia miałam już bardziej ambitny plan: wynajęcie samochodu i ruszenie na wycieczkę w głąb wyspy. Chciałam sobie pojeździć autem, ponieważ na Mauritiusie nie odważyłam się go prowadzić, ze względu na lewostronny ruch, styl jazdy lokalnych i niezliczone – słabo oznaczone drogi, które nie zawsze prowadzą tam, dokąd chcesz… Na Reunionie jest główna droga prowadząca dookoła wyspy (głównie autostrada), wszystko jest bardzo dobrze oznakowanie, więc wystarczyła mi dobra mapa i ruszyłam do przodu! :) Auto wynajęłam na lotnisku, bo na mieście nie wpadła mi w oko żadna wypożyczalnia. Zdecydowanie jednak polecam zrobić wcześniej rezerwację przez internet, bo na miejscu koszt wynajęcia auta na 1 dzień to minimum 75 euro.

Radość z przygody! Radość z wolności!:)

Radość z przygody! Radość z wolności!:)

Zaraz po opuszczeniu lotniska udałam się północno – wschodnim wybrzeżem wyspy w kierunku Saint Andre, gdzie tuż za miejscowością odbiłam w góry. Od razu za miastem pojawiły się serpentyny i przepiękne krajobrazy. Zieleń, dolina rzeki, wysokie góry, z których spływały liczne wodospady… Za każdym zakrętem nowe widoki i czasem spadający wprost na drogę wodospad! Tak więc i moje autko zostało kilka razy zalane takim niespodziewanym prysznicem z góry:). Podążając w głąb Cyrku Salazie (jedna z trzech dolin powulkanicznych, z których słynie Reunion),  zatrzymywałam się kilka razy na chwilę kontemplacji nad tym cudem natury… Jedną z najbardziej znanych tutaj atrakcji jest wodospad zwany Welonem Panny Młodej (Voile de la Mariee). Pnąc się dalej w góry, dotarłam do uroczo położonego miasteczka Hellbourg. Można tu zobaczyć kilka pięknych kreolskich domów, pomalowanych na jasne kolory i sąsiadujące z nimi bujne ogrody. Miasteczko ma sielski klimat, życie toczy się powoli, jest kilka sklepików z pamiątkami, restauracja i… najładniej położony na wyspie cmentarz, po którym też pospacerowałam.

Uroczy cmentarz w Hellbourgu

Uroczo położony cmentarz w Hellbourgu

Kolejnym punktem mojej wycieki był drugi z trzech cyrków – Mafete. Jest on najmniej zaludnioną i najtrudniej dostępną doliną na wyspie. Nie mogłam tu dotrzeć z Salazie przez góry, tylko musiałam wrócić przez stolicę i dojechać na północno – zachodnią część wyspy, znów krętą drogą mocno pod górę. Nie odstraszyło mnie to, więc pędziłam dalej, aż zatrzymał mnie korek w Saint Denis – jak to w stolicy… Trochę było już późno, kiedy dotarłam do punktu widokowego Maido (2170 m n.p.m). Tak wysoko jeszcze nigdy autem nie byłam – i to w dodatku sama!:) Po drodze mijałam wiele miejsc piknikowych i postojów, gdzie można usiąść i podziwiać zapewne fenomenalne widoki. Jednak późnym popołudniem chmury zwykle opadają nisko do kotlin i to sprawiło, że nie ukazały się moim oczom panoramy, jakich oczekiwałam… Tutaj też poczułam się prawie jak w Polsce, bo po raz pierwszy od kilku miesięcy zwyczajnie zmarzłam! Na szczycie przywitały mnie wspomniane chmury, jednak cisza i spokój, jaki tu panował i to, że byłam tutaj sama, sprawiło mi radość i wzbudziło poczucie dumy z samotnej wyprawy…

Le Maido mój rekord wysokości! :)

Le Maido mój rekord wysokości! :)

Kolejnego dnia miałam wylot, więc nie udało mi się wybrać do Cyrku Cilaos i na słynny wulkan Piton de la Fournuaise (który ponoć wybuchał najczęściej na świecie w ciągu ostatnich 100 lat!). Ale na pewno kiedyś tu wrócę, bo i sam Robert wspominał, że Reunion jest miejscem, gdzie potencjalnie mógłby zamieszkać…

Klimaty Reunionu...

Klimaty Reunionu…

To kierunek zdecydowanie dla osób aktywnych: setki kilometrów szlaków trekkingowych i rowerowych, rafting, canyoning, loty helikopterem nad fantastycznymi krajobrazami, przyroda, sporty wodne, a do tego smaczna kuchnia i kreolska egzotyka z europejskim poukładaniem:) Oboje mamy tu wiele do odkrycia… Ale póki co cieszę się, że miałam okazję zobaczyć wyspę sama. Zdobywałam kolejne miejsca i kilometry w pojedynkę, zdana tylko na siebie i swojego gazika, gdzieś tam daleko na tropikalnej wyspie Oceanu Indyjskiego… Przez co ta ekscytująca podróż pozostanie na długo w mojej pamięci…

W chmurach na Le Maido

W chmurach na Le Maido

3 Komentarzy

  • Karola says: 18 kwietnia 2017 at 08:58

    Samemu wyprawy przeżywa się i inaczej :-)

    Reply
  • Grzesiek says: 18 kwietnia 2017 at 12:15

    Relacja z wycieczki, super. Obys cześciej opisywala:-)

    Reply
  • Domka -Dominika :) says: 21 kwietnia 2017 at 16:45

    WOW…. powiem szczerze kochani ,że dawno mnie tutaj nie było i jestem pod wielkim ale to wielkim wrażeniem jak realizujecie swoje marzenia. Zdjęcia zabójcze ,ślicznie tak trzymać.Trochę Wam tego wszystkiego zazdroszczę ale też podziwiam za odwagę w podejmowaniu decyzji :) ))Korzystajcie na maxa…… Macie świetnego bloga a Ty Andżelika wyglądasz pięknie w takich krajobrazach no wspaniale pozdrowionka dla Was kochani. Nie wiem jak to się stało ale przepadł mi do Ciebie telefon wiec jak będziesz się nudzić między wyjazdami daj znać. Trzymajcie się buźka. Dominika

    Reply
  • Zostaw komentarz