HISZPANIA 1

Pierwsze spotkanie z Andaluzją

Oboje uwielbiamy Hiszpanię za jej różnorodną atrakcyjność, uśmiechniętych i życzliwych ludzi, język, smaczną kuchnię i wiele innych… Ale do tej pory mogliśmy ją oceniać raczej na podstawie wyspiarskich podróży. Razem nigdy nie byliśmy w części kontynentalnej. Okazja do tego trafiła się w połowie października, kiedy wykorzystaliśmy dobrodziejstwo programu lojalnościowego jednego z biur podróży i wymieniliśmy nasze punkty za sprzedane klientom wakacje, na wycieczkę po Andaluzji. Kiedy opuszczaliśmy kraj trwała piękna, polska – złota jesień. Hiszpania natomiast przywitała nas równie pięknym późnym latem, z temperaturą 27 i więcej stopni. Tak było już do końca…

Wycieczkę rozpoczęliśmy od Malagi – stolicy wybrzeża Costa del Sol. Podczas krótkiego spaceru po mieście zobaczyliśmy dom, w którym przyszedł na świat Pablo Picasso i sporą katedrę, na której zwiedzanie nie mieliśmy czasu. Potem rzut oka na Alcazabę – czyli arabską twierdzę i już trzeba jechać dalej. Niestety tak jest na wycieczkach z biurem podróży… Ale jak to w przysłowiu – „darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda” – tak my też nie powinniśmy narzekać. Wszak wycieczka była za pół darmo… Kolejnym przystankiem tego samego dnia było Mijas, jedno z Pueblos blancos – czyli ufortyfikowane białe wioski, z których słynie południowa Hiszpania. Regularnie bielone domy łatwiej odbijają promienie słoneczne w tym ciepłym klimacie. Tutaj spróbowaliśmy pieczonych migdałów, których zapach unosił się w całej miejscowości. Chrupaliśmy je podziwiając panoramę okolicy z zawieszonych na wzgórzu tarasów. Dalsza podróż to wspinanie się krętą drogą przez góry w kierunku Rondy. Liczne wąwozy i zieleń drzew piniowych umilały nam podróż. W Rondzie czekała na nas jedna z największych atrakcji wyjazdu: most Puente Nuevo (Nowy Most), zawieszony nad przepaścistym wąwozem rzeki Guadalevin. Widok był wspaniały! Wzdłuż wąwozu, tuż nad jego krańcem, wybudowane są domy, z których to mieszkańcy mają piękną panoramę. Tym bardziej, że Ronda jest malowniczo położona na płaskowyżu w otoczeniu gór. Do tego ta sentymentalna gitarowa muzyka… Moglibyśmy tu siedzieć godzinami… Zwiedziliśmy też Plaza del Toros – jedną z najstarszych i najważniejszych aren korridy w Hiszpanii. Tam w końcu zrozumieliśmy, na czym dokładnie polega ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli tego kraju. Szkoda jednak trochę tych byków, które muszą męczyć się podczas tego przedstawienia…  

Ronda - panorama

Ronda – panorama

W kolejnym dniu opuściliśmy Hiszpanię by znaleźć się w… Anglii! A konkretnie w Gibraltarze – zamorskim terytorium należącym do Wielkiej Brytanii. Na ten dzień czekała szczególnie Angelika, która jest fanką samolotów i lotnisk. A lotnisko na Gibraltarze jest wyjątkowe, bo pas startowy przebiega w poprzek ruchliwej ulicy, łączącej Hiszpanię z tym właśnie niezależnym terytorium. Podczas lądowania czy startu zamykany jest szlaban, zapala się czerwona sygnalizacja świetlna i auta czekają na usunięcie się samolotu z drogi! Nam niestety nie udało się zobaczyć tego widowiska, które szczególnie efektywnie musi wyglądać ze Skały Gibraltarskiej. Właśnie na tą skałę przeznaczyliśmy niemal cały wolny czas, jaki był nam dany. Kolejką linową wjechaliśmy na górę, by podziwiać panoramę Cieśniny Gibraltarskiej oraz wypatrywaliśmy Afryki, którą bez problemu stąd widać podczas bezchmurnego dnia. Oprócz twierdzy i tunelów oblężniczych, Skała Gibraltarska słynie z bezogonowych makaków, które są jedynymi wolno żyjącymi małpami w Europie. Makaki są urocze, ale też bardzo wścibskie i kradną na potęgę! Kilka razy widzieliśmy jak błyskawicznie, podczas chwili nieuwagi, wyrywały ludziom reklamówki albo pakunki z dziecięcych wózków! Są pod ochroną i nic nie wolno tym złodziejaszkom zrobić. Dla nas były jednak łaskawe:) Z Gibraltaru wróciliśmy tą samą drogą – czyli przez pas startowy na teren Hiszpanii i kontynuowaliśmy dalsze zwiedzanie Andaluzji. Trafiliśmy do jednego z najstarszych miast Europy – Kadyksu. Ten położony jest już nad Atlantykiem i zaskoczył nas pięknymi plażami. Ponadto ma ładną zabudowę z uroczymi „bufiastymi” balkonami, klimatyczne placyki i liczne parki z fantazyjnie przystrzyżonymi krzewami. Miasto sprawia wrażenie szczególnie czystego. Do tego monumentalna katedra, której niestety też nie widzieliśmy, ale to już z własnej winy. Tego dnia chyba zmęczeni bieganiem po Gibraltarze, padliśmy na promenadzie przy oceanie i zwyczajnie sobie leżeliśmy…

Giblartar

Gibraltar

Trzeciego dnia zawitaliśmy do stolicy Andaluzji i jednego z najpiękniejszych miast Hiszpanii – Sewilli.  Jak w kilku zdaniach opowiedzieć o mieście, w którym z powodzeniem moglibyśmy spędzić tydzień nie nudząc się wcale, bo tak wiele ma atrakcji. Sewilla to temat na osobny wyjazd i zupełnie inną opowieść… Ale my, jak większość turystów, widzieliśmy miasto tylko jeden dzień, podczas klasycznej wycieczki. A polegała ona na panoramicznym objeździe wzdłuż Parku Marii Luizy, w którym znajdują się pawilony wystawy Iberoamerykańskiej z 1929 roku. W tamtym czasie w tych pawilonach prezentowały się obok Hiszpanii i Portugalii, kraje Ameryki Łacińskiej. Mamy więc tu pawilony Ekwadoru, Brazylii, Argentyny czy Urugwaju. Budynki o ciekawej architekturze wkomponowane są w ogromny teren zieleni parku. Najbardziej spektakularny jest pawilon Hiszpanii z placem Plaza de Espana. Z obszerną kolumnadą, wysokimi wieżami i fontanną pośrodku prezentuje się wspaniale! Do tego ściany budynku pokryte są pięknymi azulejos (kolorowe, ozdobne płytki ceramiczne charakterystyczne dla architektury Portugalii i Hiszpanii), przedstawiającymi historię kraju i charakteryzujące 48 ówczesnych prowincji Hiszpanii. W Sewilli rozpoczęliśmy też naszą przygodę z architekturę mauretańską, która zaczęła się w Domu Piłata, ale szczególnych zachwytów doznawaliśmy w Alkazarze – czyli arabskim pałacu, później będącym rezydencją królów katolickich. I tu ja mógłbym się rozpisywać nad historią i pięknem tej mauretańskiej architektury, ale przez to większość z Was nie doczytałby do końca tej relacji;) Dlatego, nie wdając się w szczegóły, dla niewtajemniczonych tylko dwa podstawowe pojęcia: styl mauretański to część architektury islamu powstałej na terenach płw. Iberyjskiego i północnej Afryki, po podboju tych terenów przez Arabów w VII w. Drugie pojęcie to styl mudejar – czyli połączenie sztuki Islamu z chrześcijańskimi elementami romanizmu i gotyku. Powstał on już na terenie Hiszpanii po zdobyciu tych terenów na nowo przez katolików. Wróćmy więc do Alkazaru… Mimo, iż we wnętrzach w większości nie ma wyposażenia, mebli itp., to bogata architektura łuków i stiukowych ornamentów robi niesamowite wrażenie! Do tego pozłacane kopuły niektórych salonów… Wytchnienie po takiej dawce piękna mieliśmy w pałacowych ogrodach, które są nieodłącznym elementem każdego alkazaru. Kolejna architektoniczna uczta czekała na nas w sewilskiej katedrze. To największy gotycki kościół na świecie i jak się nie mylę, czwarta katolicka świątynia ogólnie (największy to Bazylika Matki Boskiej Królowej Pokoju w Jamusukro na Wybrzeżu Kości Słoniowej, a nie jak się powszechnie uważa Bazylika św. Piotra w Watykanie). Powstała na terenie wielkiego meczetu, po którym została właściwie tylko piękna wieża La Giralda. W środku ogromna hala z potężnymi kolumnami i kilkudziesięcioma kaplicami. Niektóre z nich wyglądają naprawdę pięknie i kryją cuda sztuki sakralnej, jak potężne monstrancje, pozłacane krzyże i wiele innych. Ze wspomnianej La Giraldy można zobaczyć ładną panoramę miasta i samą katedrę także. Ciekawostką jest, iż nie ma schodów, jak w większości wież, tylko równia pochyła, dzięki której wejście nie jest męczące. Było to ponoć ułatwienie dla muezina, który jak to w Islamie, musiał pięć razy dziennie z wieży nawoływać do modlitwy. Tu mógł sobie wjechać osiołkiem. Inną pozostałością po nieistniejącym meczecie jest Patio de los Naranjos, czyli patio z fontanną, w której dawniej muzułmanie dokonywali rytualnego oczyszczenia przed wejściem do meczetu. Z tego miejsca także pięknie prezentuje się gotycka architektura katedry. Na koniec warto dodać, że w środku znajduje się grobowiec Krzysztofa Kolumba. Mógłbym teraz dalej pisać o uliczkach i placach Sewilli, Expo 1992, flamenco czy Matce Boskiej Macarenie, ale jak wspomniałem, Sewilla to temat na inną opowieść. Mamy nadzieję, że kiedyś tu wrócimy… Dzień zakończyliśmy noclegiem w przytulnym hoteliku i pięknym widokiem zachodzącego słońca…

Katedra w Sewilli

Katedra w Sewilli

Następnego dnia wyruszyliśmy do Kordoby, gdzie czekała na nas kolejna wielka atrakcja: Meczet – Katedra. Wcześniej jednak zwiedziliśmy kolejny Alkazar, może nie tak okazały, jak ten w Sewilli, ale z piękniejszym ogrodem. Kordoba ma także urocze, wąskie uliczki, ale słynie szczególnie z ukwieconych patiów. Każdego roku w maju, odbywa się konkurs na to najpiękniejsze. Była też żydowska synagoga i spacer po mieście. „To co budujecie, można zbudować wszędzie, a to co burzycie, nie ma i nie było nigdzie”… Chwała Karolowi V za te słowa i światły rozum! Kiedy upadło królestwo Kordoby, nadgorliwi chrześcijanie (a jakże!) chcieli zniszczyć meczet i przerobić go na kościół katolicki. Byłaby to ogromna strata nie tylko dla hiszpańskiej architektury… Meczet, a obecnie katedra w Kordobie jest jedną z największych i najwspanialszych tego typu budowli na świecie. Sala z 856 kolumnami (pierwotnie 1293!) robi niesamowite wrażenie! Jej zdjęcie znajduje się niemal w każdej publikacji, przewodniku, folderze informacyjnym, czy to o Hiszpanii, czy szczególnie o Andaluzji. Nie sposób tego pomylić z niczym innym… Na pewno nieraz w życiu widzieliście to ujęcie. I jak w to wkomponowuje się katolicka katedra, dla której właśnie wycięto część kolumn? Jak w tle podkowiastych mauretańskich łuków, wyglądają chrześcijańskie kaplice i płócienne obrazy? Bardzo kiepsko… I nie chodzi mi o wyższość architektury Islamu nad tą Chrześcijańską. Po prostu jedno do drugiego kompletnie nie pasuje! Na szczęście, jak już wspomniałem, udało się ocalić większą część meczetu i dziś możemy podziwiać wspaniałą salę kolumnową, pięknie zdobiony mihrab (nisza modlitewna), czy tradycyjne patio z fontanną do rytualnej ablucji. Natomiast budowy katedry wewnątrz meczetu nie rekompensują nawet niezwykłej urody stalle w chrześcijańskiej części… To są momenty, w których mam czasem żal do kościoła katolickiego za tą chrześcijańską nadgorliwość. Ale w Islamie działa to tak samo w drugą stronę…

Meczet - Katedra w Kordobie

Meczet – Katedra w Kordobie

Kordobę pożegnaliśmy przekraczając most Puente Romano nad rzeką Gwadalkiwir, z którego brzegu oglądaliśmy ładną panoramę miasta.  Jadąc dalej, wkroczyliśmy na teren prowincji Jaen, słynącej z produkcji oliwek. Znakomita większość hiszpańskiej oliwy pochodzi właśnie z tego regionu. Odwiedziliśmy dwie perełki hiszpańskiego renesansu, miasta Ubeda i Baeza (także na liście UNESCO). Stylowa zabudowa, cichy – prowincjonalny klimat i ładne położenie na wzgórzu ponad „morzem” drzew oliwnych… A do tego nowy termin architektoniczny do dzienniczka: styl plateresco – zainteresowani niech sobie poszukają..;)

Nasza podróż po Andaluzji powoli dobiegała końca. Ale jedno z najlepszych  zostało na koniec… Grenada. Kiedy na koniec wycieczki, leżąc cały dzień na plaży w Torremolinos, zrobiliśmy plebiscyt na najlepsze miejsce dla każdego z nas, to Angelika wybrała Kadyks, z uwagi na piękne plaże i ogólnie klimat miasta. Zresztą dla niej wszystko, co leży nad wodą zawsze jest najlepsze:) A nad oceanem to już w ogóle:) Ja wybrałem Grenadę. Bo dla mnie najlepsze jest wszystko co w górach:) A Sierra Nevada, które otaczają to miasto, to przecież najwyższe góry Hiszpanii. Do tego klimat wąskich i stromych uliczek dzielnicy Albaicin, piękna renesansowa katedra, gwarne centrum, ale przede wszystkim baśniowa Alhambra…! Ostatnia arabska rezydencja w Europie to oczywiście kwintesencja ich sztuki. W połączeniu z leżącymi nieopodal ogrodami Generalife to miejsce naprawdę wyjątkowe i niezwykle piękne… Panorama, która roztacza się stąd na Granadę i Sierra Nevada…, brak słów, to trzeba zobaczyć… Ponoć jest to jedno z tych miast, do których studenci trafiają na międzynarodowe wymiany. Uczcie się więc studenci, bo warto! Miasto jest świetnie położone, bo można tu zarówno pojeździć na nartach w wysokich górach, a po chwili jazdy samochodem znaleźć się nad brzegiem morza. Dla każdego coś się znajdzie. Tak więc i my wróciliśmy nad morze, a konkretnie na wybrzeże Costa Tropical. Ma ono łagodny klimat i większość słonecznych dni w roku, dzięki czemu uprawia się tu banany, mango czy awokado. Linia brzegowa to w dużej mierze klify i małe, wąskie plaże. Nie jest tak mocno zagospodarowane turystycznie, jak inne wybrzeża Hiszpanii.

Ostatni dzień spędziliśmy jak typowi turyści, czyli leżakując na plaży w Torremolinos. Było ciepło, ale nie za gorąco. Turystów niewielu, no i chyba zasłużyliśmy na chwilę odpoczynku po takim objeździe. Miasto ze swoją koszmarną zabudową hotelową, mnóstwem sklepów z tandetą, jaką wszędzie można dostać, nie jest najlepszym miejscem do wypoczynku. Plaża całkiem ok, ale te molochy za plecami… Trochę się tu zmienia, bo wzdłuż brzegu prowadzi promenada, nasadza się palmy, a nowe hotele mają już przyjemniejszą architekturę. Jednak na urlop byśmy tu nie przyjechali. Typowych wakacyjnych atrakcji nie brakuje, ale zależy kto co lubi… My leżeliśmy sobie calutki dzień na plaży, ciesząc się słońcem i wspominając widziane miejsca… Tak powstała nasza andaluzyjska „7” największych atrakcji, w której byliśmy całkowicie zgodni: Most Puento Nuevo i panorama na góry w Rondzie, Skała Gibraltarska, Kadyks, Plac Hiszpański i katedra w Sewilli, Meczet w Kordobie i Alhambra w Grenadzie.

Radzimy:

  • Nie sposób zwiedzać tej części Hiszpanii, nie zapoznając się wcześniej z arabską historią regionu, a także z dziejami tzw. Królów Katolickich Izabeli i Ferdynanda.

 

 ZOBACZ GALERIĘ Z WYPRAWY

You Might Also Like

1 Komentarz

  • lucas says: 19 lipca 2015 at 16:10

    Ronda to super miasteczko! Byłem tam tydzień temu i cały czas jestem pod wrażeniem nie tylko Rondy, która jest przepiękna ale i całej Andaluzji. Andaluzja to bardzo ciekawy region nawet na skale światową. Przyjeżdżając tutaj nie wiem dlaczego większość osób myśli o plaży i słońcu bo takie rzeczy można znaleźć w tańszych krajach jak np Turcja lub Tunezja. Przyjeżdżając np do Malagi warto zwiedzić takie miejsca jak: Grenada i Alhambra, Gibraltar, Nerja i jaskinie, Ronda – można pociągiem z Malagi(piękne widoki ale długo się jedzie) Sewilla, Cordoba, Mijas Pueblo lub Alharuin de la Grande lub Torox – typowe białe miasteczka. El Chorro, Tarifa i okolice np Bolonia, ciekawy też jest Kadyks (Cadiz) Na sama Malge wystarczy 2- 3 dni aby dość porządne zwiedzić. Dużo osób mówi, że to brzydkie miasto ale się mylą… Co do wypożyczenia samochodów to w sezonie jest dość drogo i trzeba powiedzieć, że ciężko się tu jeździ. Brak kultury podczas jazdy i ciągłe trąbienie może porządnie zestresować i wkurzać. Na dodatek trzeba mieć szczególna ostrożność na prawe i lewe lusterko podczas każdego manewru, ciężko tez z parkingami. Uważajcie na motorki bo często wyprzedzają z prawej. W targnięcie na czerwonym przez pieszego to normalka. Jeśli cenicie święty spokój to po prostu zamówcie jakąś jednodniową wycieczkę z Malagi lub okolic. Firm jest sporo jest też polska firm z polskim przewodnikiem. Za 50 euro zwiedzicie np Ronda – Gibrartar – Tarifa od rana do wieczora a przede wszystkim bez stresu. Co do Rondy to obowiązkowy punkt dla każdego turysty! Sam most robi wrażenie ale i droga do Rondy jest przepiękna. Aby zobaczyć most z dołu warto zejść niżej – jest zejście darmowe. Do samego mostu do środka też da sie wejść i kasują za to chyba 1 czy 2 euro ale nie warto. Warto też przejść sie po uliczkach

    Reply
  • Zostaw komentarz