MAROKO 3

Od plaż Atlantyku po szczyty Antyatlasu

Podróżując po krajach muzułmańskich już na początku w oczy rzuca się specyficzny styl jazdy lokalnych. Zasady, jakie panują na drodze (a właściwie ich brak…), stawia pod znakiem zapytania sens wynajmu auta i zwiedzania na własną rękę. Kiedy jeszcze w wypożyczalni dowiadujesz się, że nie ma czegoś takiego jak „full insurance” i w razie stłuczki musisz zapłacić 20% wartości szkody to strach i zdrowy rozsądek każą zapomnieć o przygodzie odkrywania kraju na własną rękę. Tak było z nami w Maroku. Może nie baliśmy się jazdy w chaosie, jaki panuje na drodze, ale perspektywa płacenia kilkuset lub kilku tysięcy euro za niezawiniony przez nas wypadek była mało zachęcająca… Gdybyśmy odpuścili, to pozbawilibyśmy się przyjemności jazdy krajobrazową drogą nad brzegiem wzburzonego oceanu oraz widoku jednych z najpiękniejszych gór, jakie było nam dane do tej pory oglądać. Fakt, bez mandatu po arabsku się nie obeszło, ale  zawsze muszą być jakieś koszty:)

Nad jedną z dzikich plaż…

SPOD WODOSPADU NA PLAŻĘ

Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy góry z wodospadem na północ od Agadiru i powrót drogą wzdłuż plaż nad oceanem. Sam wodospad w miejscowości Immouzer jest popularnym celem wycieczek typu jeep safari. Nasz „jeep”nie miał ani odpowiedniego zawieszenia ani mocy i pojemności, ale dojechać się udało;). Zresztą na początku było łatwo, bo droga mimo iż kręta, była wyasfaltowana i łagodnie wznosząc się do góry, stopniowo ukazywała czarujące panoramy. Później, kiedy zjechaliśmy do wąwozu, zaczął się szuter i kamienie. Droga była ewidentnie w remoncie, bo od czasu do czasu musieliśmy mijać się z dużymi ciężarówkami  Towarzyszył nam także strumień, który gdyby niósł trochę więcej wody, to zalał by naszą drogę i nas.  Ale to wszystko nie było w stanie popsuć nam wrażeń z otaczających nas krajobrazów. W końcu była wiosna, wszędzie zielono, palmy i kwiaty. Po opuszczeniu wąwozu ze strumieniem droga znów była utwardzona i mogliśmy pędzić do wodospadu. Wiedzieliśmy, że z powodu małych opadów kaskady mogą nie być szczególnie obfite. Na miejscu faktycznie się okazało, że większą atrakcją od wodospadu była panorama na góry dookoła. Tylko charakterystycznie wyżłobione przez wodę skały i małe jeziorko na dole było dowodem na istniejący tu zazwyczaj wodospad.

DSC_3505_edited

Palmowa dolina w drodze do Immouzer

W dalszą drogę ruszyliśmy krętą drogą w stronę wybrzeża, do miejscowości Tamri. W tej nie ma nic szczególnego do oglądania, więc od razu znaleźliśmy się na głównej drodze łączącej Agadir z Essaouirą. Góry Atlasu Wysokiego, które schodzą w tym miejscu do oceanu i puste – szerokie plaże, tworzą wyjątkowy krajobraz. Warto zdjąć nogę z gazu i nieśpiesznie przyglądać się tym widokom. Zatrzymywaliśmy się także w kilku miejscach, by jeszcze lepiej – z wiatrem we włosach wiejącym od oceanu, poczuć otaczający nas klimat. Czasem warto zatrzymać się na dłużej, przejść się wzdłuż wybrzeża żeby, odkryć choćby takie miejsca jak na zdjęciu:

DSC_3471_edited

Niezwykły krajobraz atlantyckiego wybrzeża!

Tak dojechaliśmy do Taghazout. To popularna wśród surferów miejscowość, gdzie można zobaczyć, jak początkujący i zaawansowani próbują opanować fale. Tutaj zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na spacer i nasze ulubione amlou (miazga pozostająca po wyciśnięciu oleju z owoców arganowych, zmieszana z miodem, podawana w naleśnikach na słodko). Dla Angeliki była wersja z pinacoladą, dla mnie – kierowcy tylko naleśniki:) Za miejscowością w stronę Agadiru ciągnie się kilkukilometrowa – szeroka plaża, póki co jeszcze bez hoteli (choć można już zobaczyć tablice z planami zagospodarowania). Zabudowane m.in. czerwonymi i biało – niebieskimi domkami Taghazout to nieduże skupiska domów, rozłożone bez większego ładu na zboczu góry i wzdłuż wybrzeża. W domach tych mieszczą się proste hoteliki i restauracje. Do tego niebieskie łodzie, porozrzucane na plaży i zwykli mieszkańcy zajęci swoimi sprawami. Całość ma swoisty – urokliwy klimat. Warto tu wpaść, bo mimo bliskości turystycznego Agadiru ma się wrażenie przebywania w znacznie odmiennym świecie. Przy zachodzie słońca, w tym ciekawym miejscu zakończyliśmy tego dnia naszą wycieczkę.

DSC_3731_edited

Urok Taghazout…

NIEZWYKŁE GÓRY W OKOLICACH TAFRAOUT

Innym razem obraliśmy kierunek na południe, a naszym głównym celem były górskie krajobrazy w okolicach Tafraout. Wycieczka zaczęła się fatalnie, bo od rana padało, a w drodze zatrzymała nas policja i Robert dostał mandat za wyprzedzenie na ciągłej linii ciężarówki, która od dłuższego czasu spowalniała naszą jazdę. Wykorzystaliśmy moment progu zwalniającego (droga była w remoncie) i przy niedużej prędkości, nie powodując zagrożenia na drodze, wyprzedziliśmy jadące przed nami auto. Pech chciał, że kawałek dalej stała policja i na dzień dobry 700 dirhamów! (1 dirham marokański to ok 0,40 zł). Szlag człowieka może trafić, kiedy widzi setki skrajnie bardziej rażących sytuacji w wykonaniu lokalnych, a tu mandat za taka błahostkę! Na szczęście, jak to w arabskim kraju – można się targować:) i skończyło się na 300 dirhamach. Dostaliśmy na pamiątkę wypisany kompletnie niezrozumiałymi „arabeskami” dokument, bez podanej kwoty, która zapewne wylądowała w kieszeni policjantów…

DSC_3992_edited

Kłapouchy z Maroka:)

Po dojechaniu do Tiznitu ruszyliśmy od razu w stronę gór. Nie zwiedzaliśmy miasta, bo znaliśmy je z wycieczek, które prowadziliśmy tu z turystami. Cały czas padało i im bardziej zapuszczaliśmy się w głąb kraju, tym deszcz był mocniejszy. Wspinaliśmy się ciągle do góry i liczyliśmy, że może uda nam się wyjechać ponad chmury i zostawić ulewę na dole. Nic z tego. Było tylko gorzej… Tak dojechaliśmy do Przełęczy Kerdous, pozbawieni widoków na całej trasie i na samej przełęczy także:( Robiąc sobie krótki przystanek, zrezygnowani ruszyliśmy w stronę Tafraout nie wierząc, że cokolwiek zmieni się tego dnia w pogodzie. Allah chyba jednak się zlitował i od godziny 14:00 deszcz ustał i chmury powoli się rozwiewały… Było to jeszcze dalekie od ideału, ale w miarę zbliżania się do celu, sytuacja ulegała stopniowej poprawie. Na kilka kilometrów przed Tafraout zobaczyliśmy wierzchołek gór, które miały nas później zachwycić… Wcześniej zatrzymaliśmy się w małej wiosce spacerując pośród prostych domów w kolorze skał, które je otaczały, tworząc niezwykle harmonijny krajobraz. W samym Tafraout zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, ciągnięci jak magnes widokiem gór, które były przed nami. Niebo na dobre się już wypogodziło i nasza wycieczka tak naprawdę dopiero się zaczęła! Widzieliśmy już trochę górskich scenerii, ale masyw Dżabal el Kest nas zahipnotyzował! Przed nami rozpościerała się łagodna dolina, ograniczona wysoką ścianą kolorowych skał, która ciągnęła się przez kilka kilometrów. Wysokie – nagie skały, mieniły się w słońcu kolorami brązu, pomarańczy i ochry. Właśnie to słońce, którego tak od rana nam brakowało, w tym momencie idealnie padało na ten przyrodniczy cud natury… Zachwyceni tym urzekającym krajobrazem, zatrzymywaliśmy się co kilkadziesiąt metrów, robiąc kolejne postoje na podziwianie tej fantastycznej scenerii! Bardzo było nam żal, że nie mogliśmy tu zostać na dłużej…

DSC_4047_edited

…bez wątpienia jedna z piękniejszych dróg na szlaku naszych marzeń…

Kiedy opuściliśmy dolinę, krajobraz zmienił się na bardziej księżycowy, ale nadal było pięknie. Masyw, którym tak byliśmy zachwyceni, okrążaliśmy teraz po innej stronie, ale tu nie był on aż tak wysoki, bo jechaliśmy górskim płaskowyżem. W tej części Maroka często można spotkać charakterystyczną zabudowę: proste domy zbudowane z glinki pise (mieszanina gliny, słomy i wapna), które idealnie współgrają z otaczającą je rzeczywistością. Czasem ciasno zabudowane domy na wzgórzach tworzą ufortyfikowane ksary (małe wioski – twierdze, charakterystyczne dla Berberów mieszkających na pustyni). I taką też wioskę (Tizourgane) mijaliśmy na naszej trasie. Gdyby nie brak roślinności i ostre słońce, to wyglądała ona trochę, jak zamek w Szkocji:). Dalsza droga miała nas prowadzić w kierunku wybrzeża, przez miejscowości Ait Baha i Biougra. Ale pogubiliśmy się trochę na tych krętych drogach, bo przyznajcie sami, jak tu odczytać taki znak:

DSC_4109_edited

:)

Jechaliśmy więc nadal wysokim płaskowyżem, krętymi drogami, tak naprawdę nie mając pewności, czy zmierzamy w dobrym kierunku. Ale do końca dnia towarzyszyło nam już słońce, kręta droga dawała frajdę z jazdy (choć trzeba przyznać, pod koniec było to już męczące…), a krajobrazy cieszyły oko. Jakoś udało nam się zjechać z gór i kiedy w oddali zobaczyliśmy znany nam widok Wysokiego Atlasu w okolicach Agadiru, byliśmy pewni, że podążamy we właściwym kierunku.

Bo Maroko to właśnie góry i górskie kręte drogi. Przepiękne panoramy i niezwykły klimat arabskich miast i małych wiosek. Te dwie krótkie wycieczki były naszym wstępem do innej – większej podróży na tzw. Wielkie Południe Maroka. Obszar od Agadiru przez Marrakesz po wydmy Sahary i z powrotem. Jeszcze więcej gór, jeszcze więcej krętych dróg i niezwykłego klimatu berberyjskich wiosek… Mamy nadzieję wkrótce spełnić to marzenie…

DSC_4108_edited

W panoramie Tizourgane

Radzimy:

  • Jak pisaliśmy we wstępie, większość lokalnych wypożyczalni nie ma pakietu pełnego ubezpieczenia. Czasem proponują, że „ok, full insurance” i masz im wierzyć na słowo, a w warunkach ubezpieczenia nie ma o tym ani słowa… Polecamy wypożyczalnię Lotus (Avenue Mohamed V, okolice hotelu All Mogar). Auto na dzień od 400 dirhamów z pełnym ubezpieczeniem. Innym rozwiązaniem jest skorzystanie z wypożyczalni międzynarodowych Hertz czy Europcar. Te mają pakiety pełnego ubezpieczenia, ale wynajem auta na miejscu jest drogi. Najlepiej zrobić wcześniej rezerwację przez  internet  (jest wtedy taniej) i na miejscu odebrać samochód.
  • Wycieczkę z drugiego dnia warto poszerzyć o wizytę w Sidi Rbat na wybrzeżu. Piękna – pusta plaża i groty rybaków w klifie nad oceanem.
  • Samo Tafraout może być tematem na kilkudniowy pobyt i treking/wspinaczkę po okolicznych górach. W internecie jest sporo informacji i ofert na ten temat.

You Might Also Like

3 Komentarzy

  • Kala says: 6 czerwca 2016 at 22:04

    Świetny artykuł

    Reply
    • Kala says: 6 czerwca 2016 at 22:05

      Czy można liczyć na last minute w tym roku? W biurach podróży ze w tym roku odpadaja

      Reply
    • SzlakiemNaszychMarzen says: 7 czerwca 2016 at 14:39

      Dzięki:) Jeśli pytasz o wakacje 2016 to naszym zdaniem słabo będzie z last minute. Zwłaszcza na kierunkach europejskich. Za to w Turcji, Egipcie i Tunezji można będzie coś złapać. Co do idei „lastów” zobacz artykuł http://www.szlakiemnaszychmarzen.pl/jak-kupowac-wakacje-w-biurze-podrozy/ akapit „Kiedy jechać żeby było tanio”. Pozdrawiamy z Turcji!

      Reply

    Zostaw komentarz