, 'opacity': false, 'speedIn': , 'speedOut': , 'changeSpeed': , 'overlayShow': false, 'overlayOpacity': "", 'overlayColor': "", 'titleShow': false, 'titlePosition': '', 'enableEscapeButton': false, 'showCloseButton': false, 'showNavArrows': false, 'hideOnOverlayClick': false, 'hideOnContentClick': false, 'width': , 'height': , 'transitionIn': "", 'transitionOut': "", 'centerOnScroll': false }); })
KUBA 4

Dolina Viñales: tytoń, cygara, Mogoty i rowery

Prowincja Pinar del Rio na zachodzie Kuby słynie z pięknych krajobrazów i upraw najlepszego tytoniu na świecie. Cohiba, Montecristo czy Romeo y Julieta to marki, które zna każdy koneser cygar – od Paryża po Nowy Jork. Nawet my – jako niepalący, z zaciekawieniem przyglądaliśmy się ręcznemu zwijaniu cygar, kiedy odwiedzaliśmy małe – rodzinne plantacje. Natomiast zielona Dolina Viñales, wypełniona przysadzistymi skałami zwanymi „Mogotes” to najpiękniejsze miejsce, jakie widzieliśmy na wyspie. Wypożyczyliśmy sobie tutaj rowery i jeżdżąc cały dzień, podziwialiśmy piękne krajobrazy, czując w powietrzu unoszący się zapach tytoniu…

Rowerowo w Viñales

Rowerowo w Viñales

Do rolniczego miasta Viñales przyjechaliśmy z Hawany najstarszym, jakim w życiu jechaliśmy, samochodem z 1946 roku! Byliśmy już po śniadaniu, kiedy to właścicielka naszej casa particular w Hawanie oznajmiła, że nasza taxi już czeka. Wyjrzeliśmy przez balkon, a na dole czekał samochód. Ogromne było nasze zdziwienie, gdy naszym oczom ukazała się taxówka, a raczej zabytkowa jej wersja, którą mieliśmy pokonać prawie 200 kilometrów! To był dopiero klimat, którego nigdy nie poczuje turysta, jadący klimatyzowanym autokarem z nosem przyklejonym do szyby… Mianowicie: w aucie niesamowity przeciąg i wiatr we włosach, bo przecież szyby pootwierane ze względu na brak klimatyzacji, niedziałające od wewnątrz klamki, niedomykające się drzwi i ogromny hałas… Po przebytych kilku pierwszych kilometrach mieliśmy trochę już dość tej jazdy, zmęczeni nieustającym hałasem z warczącego silnika, ale jednak było to ekscytujące doświadczenie ;)

Nasza zabytkowa taxi :)

Nasza zabytkowa taxi :)

Ale wracając do Viñales… Już parę kilometrów przed wjazdem do miasta naszym oczom ukazał się przepiękny krajobraz wapiennych Mogotów, porośniętych bujną roślinnością. Sceneria przypominała nam trochę tę, którą znamy z rejonu Morza Andamańskiego w Tajlandii. Jednak z tą różnicą, że zamiast wody, dookoła było morze zieleni łąk i plantacji tytoniu. Samo Viñales to mnóstwo małych domków z werandami, pomalowanych na wszystkie możliwe kolory. W żadnym innym mieście na Kubie nie widzieliśmy tylu ofert noclegowych, co tutaj. Na każdym domu widnieje charakterystyczny znak niebieskiej litery „T” z większym daszkiem u góry i dodatkową podstawą u dołu informujący, że tu można zamieszkać. Nasza casa particular miała eleganckie – przeszklone pokoje i taras z bujanymi krzesłami i widokiem na wspomniane Mogotes. Po zakwaterowaniu i próbie naciągnięcia nas na 3 – krotnie droższą (od normalnej ceny), wycieczkę do pobliskiego parku narodowego, udaliśmy się do centrum, aby rozeznać się co i jak. Jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się z parą z Czech i lokalnym przewodnikiem na wycieczkę przez plantacje tytoniu do jednej z jaskiń, w której mieliśmy okazję pływać w całkowitej ciemności…

Casa particular z widokiem na Mogotes

Casa particular z widokiem na Mogotes

Eksport cygar to jeden z filarów kubańskiej gospodarki. Tytoń uprawia się na całej Kubie, ale to tutaj na wschodzie rośnie ponoć ten najlepszy. 90% produkcji trafia do rządu, reszta zostaje na użytek lokalnych farmerów. W okolicach Piñar del Rio w dużych fabrykach można zobaczyć cały proces masowej produkcji cygar. My mieliśmy okazję obejrzeć to w bardziej tradycyjny sposób, w jednym z lokalnych gospodarstw. Ruszyliśmy więc na tytoniowe pola, by podejrzeć proces produkcji cygar. Małe sadzonki tytoniu ok. 15-20 cm po posadzeniu rosną w szybkim tempie 2 – 3 miesiące, osiągając do 1,5 metra wysokości. Po tym czasie obcina się kwiat, by roślina dalej nie rosła, bo wówczas pogarszałaby się jakość tytoniu. Ponadto od tego, czy cygaro będzie słabsze czy mocniejsze, zależy z jakiej wysokości zostanie zerwany liść do jego skręcenia. I tak: z dolnych liści cygara są słabe, z tych środkowych „medium”:), a z górnych wiadomo… Po zerwaniu i posortowaniu liści nawija je się na nitkę i zawiesza do suszenia w „casas de tabaco” – strzelistych, krytych strzechą drewnianych domkach, które mijaliśmy co chwilę podczas naszej wycieczki.

Casa de tabaco

Casa de tabaco

Po kilku tygodniach suszenia liście gotowe są do fermentacji. Ta w zależności od rodzinnej tradycji wygląda inaczej na konkretnych plantacjach. Plantator, u którego oglądaliśmy wyrób cygar, używa do tego ponoć unikalnej mikstury… Wysuszone liście wkłada do dużej beczki, dodając wody, cynamonu, miodu, cytryny, ananasa, cukru i koniecznie witaminy „R” – czyli rumu!:). To wszystko podgrzewa się do odpowiedniej temperatury. Po jakimś czasie tak sfermentowane i ponownie wysuszone liście przygotowuje się do skręcenia. Ponoć 70% nikotyny znajduje się w głównej łodydze liścia. Dlatego usuwa się ją, a cygara skręca się tylko z blaszek liścia. Tym samym cygara nie są aż tak szkodliwe.

Liście tytoniu

Liście tytoniu

Pierwszym elementem cygara jest wkładka. Składają się na nią różne liście tytoniu, dobierane pod względem właściwości aromatyczno-smakowych, stanowią o smaku i mocy danego typu cygara. Wkładkę opasuje zwijacz – cały liść, nie pozwalający się rozwinąć wkładce i nadający cygaru docelowy kształt. Ostatnim elementem jest pokrywa – specjalnie wyselekcjonowany liść o dobrych walorach wizualnych, nadający cygaru odpowiedni wygląd. Tak więc finalnie wkładkę opasujemy zwijaczem, a na to  nakładamy pokrywę (jest nią liść) i cygaro gotowe! Powszechnie uważa się, że kubańskie cygara skręcane są podobno na udach młodych dziewic… No cóż – my nie możemy tego potwierdzić, bo akurat widzieliśmy Panów w akcji ;) Nasz prezenter na koniec przyciął jeszcze odpowiednio końcówki, posmarował jedną końcówkę miodem (tę braną do ust), zapalił i dał każdemu do spróbowania. Nie potrafimy się nawet zaciągać, ale próbowaliśmy sobie popalić!:)

To zdjęcie mówi wszystko ;)

To zdjęcie mówi wszystko ;)

Po wizycie na plantacji cygar szliśmy dalej polami tytoniu, pomiędzy majestatycznymi Mogotami. Mijaliśmy czasem rolników prowadzących pług, ciągnięty przez woły. Widok u nas już niespotykany… Z czasem pola tytoniu zamieniły się na plantacje trzciny cukrowej. Nasz przewodnik uciął jedną z łodyg, podzielił na kawałki i dał każdemu z nas. Szliśmy więc dalej, cmokając w ustach słodką -  trzcinową łodygę. Tak doszliśmy do jednej z jaskiń, których jest tutaj wiele, gdyż wapienna budowa Mogotes idealnie się nadaje do rzeźbienia dla Matki Natury… Wcześniej poinformowano nas, że będzie tu możliwość jakiejś kąpieli. Nie bardzo wiedząc jak będzie to wyglądało, mając na sobie kąpielowe stroje, weszliśmy do ciemnej jaskini z przewodnikiem. Drogę oświetlała nam jedna latarka, nie dająca wystarczającego światła. Było wilgotno, ślisko i trzeba było bacznie stawiać kroki… Sama jaskinia nie miała szczególnej szaty naciekowej. Ale nie to miało być jej atrakcją… Na końcu drogi znajdowało się małe jezioro, do którego wyposażeni w małą latarkę weszliśmy razem z naszymi czeskimi znajomymi. Woda była zimna i mętna. Nie było głęboko, maksymalnie po piersi, więc szliśmy uważnie stawiając kroki i próbując wyczuć co jest pod stopami… W pewnym momencie Robert wyłączył światło i zapanowała całkowita ciemność! Tak dla urozmaicenia wrażeń ;) Byliśmy w wielu jaskiniach na świecie, ale nigdy w żadnej nie siedzieliśmy w wodzie, w totalnej ciemności… Dodajmy, że ta miała ponoć 14 km długości! Przypomniał nam się wtedy film „Zejście”… Niezwykłe przeżycie! Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, słońce chyliło się już ku zachodowi. Po kilku kilometrach wędrówki, zmęczeni i zadowoleni w nocy wróciliśmy do Viñales.

Zmierzch nad Viñales...

Zmierzch nad Viñales…

Następnego dnia mieliśmy dylemat czy pojechać na okoliczną plażę, czy jeszcze pozostać wśród Mogotów, których było nam mało. Plażowanie mieliśmy w planie jeszcze w innych rejonach wyspy, więc wybraliśmy wzgórza wypożyczając na cały dzień rowery. Kiedy wjechaliśmy na punkt widokowy Balcon del Valle, utwierdziliśmy się w przekonaniu o słuszności podjętej decyzji… Popijając świeży sok z mango i ananasa, napawaliśmy się przepięknym widokiem zielonej doliny. W dalszą drogę ruszyliśmy do jednej z najbardziej znanych atrakcji regionu. Mural de la Prehistoria to duże malowidło naskalne, ukazujące ewolucję gatunków od ślimaków sprzed milionów lat, po szczyt rozwoju cywilizacyjnego: człowieka socjalizmu… Malowidło wykonano na życzenie Fidela Castro w latach 60 ubiegłego wieku. Dla nas było kiczowate i po rzuceniu okiem, ruszyliśmy dalej. Z drogi prowadzącej do malunku skręciliśmy za znakiem „Mirador 700 m” na punkt widokowy. Polną drogą dotarliśmy do małego wzniesienia z domkiem/restauracją na górze, położonego pośrodku doliny w otoczeniu Mogotes. I znów zieleń, góry, cisza… Sielski krajobraz zielonej doliny, w otoczeniu niesamowitych skał… Żałowaliśmy, że nie mamy czasu na piesze wejście na okoliczny punkt widokowy Aquatico (można tam dostać się tylko pieszo lub konno).

Bo na rowerach zwiedza się takie miejsca najlepiej :)

Bo na rowerach zwiedza się takie miejsca najlepiej :)

Po nacieszeniu oczu widokami, ruszyliśmy na ostatni etap naszej przejażdżki w stronę Cueva del Indios – jaskini, w której można popływać pontonami. Po raz kolejny tego dnia mijaliśmy wzniesienia, które czasem położone blisko siebie, jak samotne góry, tworzą naturalne bramy, przez które prowadziła nasza droga. Niektóre z Mogotes – jak te przy jaskini Palenque, wyglądają jak jaskinie na otwartym powietrzu, mając piękną szatę naciekową na zewnątrz. W tym rejonie trafiliśmy do kolejnej – rajskiej doliny, zatrzymując się czasem przy niezwykle ciekawych drzewach, rosnących przy drodze. Finalnie tego dnia przejechaliśmy 3o km pośród najładniejszego krajobrazu, jaki dany nam było oglądać na Kubie.

Piękno Valle de Viñales

Piękno Valle de Viñales

Dwa i pół dnia, jakie spędziliśmy w Viñales sprawiły, że odpoczęliśmy w otoczeniu niezwykłych krajobrazów. Polecamy, aby podczas waszej wyprawy na Kubie wybrać się obowiązkowo w to miejsce… Czas spędzony w Valle de Viñales to wytchnienie od gwarnej Hawany, niezwykłe obcowanie z naturą i rozkosz dla oczu dzięki prześlicznym widokom. W takich miejscach można poczuć, że nie ma na świecie piękniejszych dzieł, niż tylko te stworzone przez naturę…

Radzimy: 

  • Jak pisaliśmy, w Viñales nie brakuje miejsc noclegowych. Ale radzimy wybrać nocleg nie przy głównej drodze, bo auta są głośne a ulica ruchliwa. Warto wybrać taką casę, która ma ładny widok na Mogotes…
  • Centrum miejscowości znajduje się przy placu z kościołem. Stamtąd odjeżdżają autobusy, tam można zapytać o wycieczki w lokalnym biurze lub u naganiaczy z ulicy. Tutaj także można wypożyczyć rowery. Najlepiej rano, bo później brakuje. Godzina 1 CUC, cały dzień 6 – 8 CUC (1 CUC = 4 zł). Teren nie jest wymagający. Poza jednym wzniesieniem ok. 200 m.np.m. jest raczej płasko.
  • Polecamy restaurację „La Oliva” oraz „3J Tapas Bar” – oba w centrum przy głównej drodze.
Rolnik prowadzący pług, ciągnięty przez woły...

Rolnik prowadzący pług, ciągnięty przez woły…

ZOBACZ GALERIĘ Z WYPRAWY

You Might Also Like

4 Komentarzy

  • Basia says: 10 stycznia 2016 at 00:26

    Podziwiamy z Karoliną i Olą zdjęcia z Kuby i chcemy iść Waszym „szlakiem” :) Świetny blog!

    Reply
    • SzlakiemNaszychMarzen says: 10 stycznia 2016 at 11:50

      Dziękujemy Dziewczyny – te słowa wiele dla nas znaczą – mamy nadzieję inspirować Was i w ogóle wszystkich naszych czytelników jeszcze niejednokrotnie :)

      Reply
  • Bożka says: 10 stycznia 2016 at 11:38

    Zdjęcie nr 3 – po prostu bajka! Dobra robota Angelika :)

    Reply
    • SzlakiemNaszychMarzen says: 10 stycznia 2016 at 11:48

      Dziękuję Kochana :*

      Reply

    Zostaw komentarz